Dominik Bury pobiegł z Maciejem Staręgą w ostatnim olimpijskim starcie partnera. Dobry wynik Polaków
Zarówno Maciek, jak i ja daliśmy z siebie wszystko. To pierwszy olimpijski finał po 20-letniej przerwie, bowiem ostatnio nasza drużyna znalazła się w TOP 15 w 2006 roku w Turynie. Jestem więc zadowolony, choć jest też delikatny niedosyt. Mieliśmy bowiem szansę na TOP 10 czy nawet najlepszą ósemkę, ale na ostatniej zmianie Maćkowi ktoś złamał kija i to zaprzepaściło nasze szanse. Podsumuję to jednak wszystko pozytywnie – mówi Bury.
A kwalifikacje? Zawsze się kalkuluje, bo nie jest to proste, żeby wejść do finału, bo trzeba pokonać naprawdę dobrych rywali. Nam się udało, weszliśmy dość spokojnie z 15. miejsca. Ale tutaj nieważne z którego miejsca się wchodzi, ważny jest sam udział w finale.
Warto podkreślić, że środowy występ był ostatnim na igrzyskach olimpijskich dla Staręgi, który otwarcie oświadczył, że nie wystartuje na kolejnej takiej imprezie. Bury również nie kryje wzruszenia, bowiem to właśnie z 36-latkiem w biegach narciarskich osiągnął naprawdę dużo.
Wiele razy razem wchodziliśmy do finałów, mieliśmy niezłe wyniki w mistrzostwach świata, a biegam z nim sprinty nieprzerwanie od 2017 roku, więc nikt w polskich biegach nie przeżył z nim tyle, co ja. Na pewno jego ostatni bieg olimpijski to dla mnie też szczególny moment – mówi zawodnik AZS AWF Katowice.
Bury jednak nie kończy swoich olimpijskich występów we Włoszech. W sobotę wystartuje na 50 km stylem klasycznym i choć zawodnik AZS AWF Katowice lubi biegać długie dystanse, to jednak woli styl dowolny.
Nie mam jednak presji i chcę z siebie dać wszystko. Na pewno powalczę do samego końca. Wyszedłbym na start z dużo lepszym nastawieniem, gdybyśmy ścigali się łyżwą, ale i tak podchodzę do tego pozytywnie – śmieje się Bury.








