Biathlonista Marcin Zawół zakończył swoje pierwsze igrzyska olimpijskie. Za cztery lata powalczymy o konkretne wyniki
Czy ostatni start był udanym? Trochę tak, a trochę nie. Żałuję trochę strzelania, bo było wolne. Przez to uciekła mi fajna biegowo grupa. Ale nie było źle. Startowaliśmy z numerem 13, a uplasowaliśmy się dwie pozycje wyżej, a trener zawsze powtarza, że naszym celem jest być wyżej. Jest więc dobrze – komentuje Zawół.
Biathlonista nie ukrywa, że z całych igrzysk również jest zadowolony. Zawodnik zdaje sobie sprawę, że do czołówki mu jeszcze sporo brakuje, ale cały czas robi postępy.
Forma przyszła w odpowiednim momencie, więc to duży plus – mówi.
Ogólnie jestem zadowolony z całego sezonu. Naprawdę zrobiłem widoczny progres i mnie to cieszy.
Wracając do igrzysk olimpijskich, polscy biathloniści mieszkali w wynajętym hotelu blisko areny zawodów, więc… czuli się jak na “zwykłym” Pucharze Świata.
Nie było czuć tej wyjątkowej atmosfery. Może przez to, że igrzyska są rozrzucone po całych Włoszech. Nie mieszkaliśmy też w wiosce, a z kibicami i otoczką samych zawodów jesteśmy już oswojeni – zaznacza biathlonista AZS AWF Wrocław.
A wyniki? Sam trener mówił, że to nasze pierwsze igrzyska i jedziemy do Włoch po to, żeby się oswoić i złapać doświadczenie. On też jest z nami dopiero od roku. Plan na następne igrzyska jest taki, żeby walczyć już o konkretne wyniki.
Polska kadra zostaje jeszcze w Anterselvie, by skorzystać z dobrych, górskich warunków i potrenować przed kolejną częścią sezonu. Z kolei jeśli chodzi o panie, to w środę czeka je start w żeńskiej sztafecie, a przypomnijmy, że wśród nich są dwie akademiczki: Kamila Żuk i Natalia Sidorowicz (obie AZS AWF Katowice). Początek startu o godz. 14.45.








